Szukamy fachowca, który zajmie się remontem – jak nie zwariować?

Remont, na liście zdarzeń powodujących stres, plasuje się dosyć wysoko. Ogólnie to nie dziwi, ponieważ w wielu przypadkach mamy do czynienia z taką tendencją, w której na hasło „remont” zaczyna się tak zwane, delikatnie zresztą mówiąc, pasmo niefortunnych zdarzeń. Jak się w tym połapać i naprawdę zachować zimną krew? Czy to w ogóle możliwe? A może trzeba zasięgnąć najpierw nauk u mistrzów zen? Ha, nic z tych rzeczy, oto coś na kształt prostego poradnika, jak przetrwać remontową zawieruchę. A wszystko to jest naprawdę znacznie łatwiejsze, niż mogłoby się wcześniej wydawać.

Ratunkiem jest rekomendacja

Przychodzi ten moment. Wybór fachowca. Czynność, od której zależy nasz budżet, zdrowie psychiczne, ale też niejednokrotnie relacje w związku. Jeśli mieszkamy ze swoją drugą połówką ulubionej płci, wspólne przeżywanie remontowych rozterek raczej krzywo odbijać się będzie na relacjach. W gruncie rzeczy, żeby sobie tego zaoszczędzić, najpierw trzeba zrobić mały rynkowy research. Po pierwsze, nigdy nie bierzemy fachowców, co do których reputacji i kompetencji nie jesteśmy w stanie znaleźć żadnych rekomendacji. Na forach, innych stronach, wśród rodziny, przyjaciół, znajomych, sąsiadów.

Gdy już trafimy na rekomendacje, warto sprawdzić potem jak to działa w praktyce

Czyli, szukamy czegoś na kształt przykładowych realizacji. Oczywiście najkorzystniejsza sytuacja jest wówczas, gdy możemy podejść czy podjechać do kogoś znajomego, na własne oczy zobaczyć, sprawdzić co konkretny fachowiec zrobił, w jaki sposób i z jakiego powodu osoby po remoncie są zadowolone najbardziej. Jeśli z tego, że fachowiec zniknął z ich życia – szukamy dalej. No chyba, że naprawdę uwielbiamy ryzyko i niepotrzebne skoki ciśnienia. Wtedy droga wolna. Trzymajmy się jednak mniej skrajnych opcji.

Kolejna bezwzględnie istotna rzecz – umowy

Wszystko powinno być zapisane na papierze. Kwoty, zakres prac, ewentualne materiały po stronie naszej albo wykonawcy. Wszystko czarno na białym, nawet najdrobniejsze zmiany w przebiegu prac. Dzięki temu, mamy w razie czego zabezpieczenie na wypadek, gdyby z jakichś przyczyn wykonawca nie wywiązał się z realizowanych zadań. Terminy, terminy i jeszcze raz terminy.

Warto też zasięgnąć opinii w necie – to proste

Fora internetowe to prawdziwy skarb. Tak jest, bo jest na nich dokładnie wszystko to, czego szukamy. Zawsze znajdziemy konkrety. Albo odradzające, albo przeciwnie – rekomendujące konkretnych fachowców czy fachowca. Ważne jest też nastawienie. Warto spojrzeć z takiej perspektywy – remont ma służyć tworzeniu, czemuś nowemu. W związku z tym, totalnym bezsensem jest wściekanie się. Owszem, może i wkrada się chaos, ale tylko na chwilę. To przejściowy stan. Każdy remont kiedyś się kończy, a późniejsze funkcjonowanie w takiej nowej przestrzeni, jeżeli towarzyszyły nam głównie nerwy, też nie będzie wcale zwiastowało niczego dobrego. Zdecydowanie – warto uzbroić się w dystans i pokłady spokoju.

Wtedy naprawdę będziemy w stanie dostrzec, że remont to tak w gruncie rzeczy coś dobrego. Bo nie ma sensu wściekać się i nakręcać negatywnie, skoro i tak może się to odbić na naszym zdrowiu. Jeśli już ktoś należy do nerwowych, dobrze na czas remontu zmienić lokum albo ograniczyć przebywanie w nim do minimum. Tak w trosce o zdrowie własne i innych ludzi, na których frustrację wyładować najłatwiej, bo akurat mamy ich pod ręką.

Autor: Emila Janicka

Studentka architektury, publikuje ciekawe treści w naszym serwisie szczególnie o projektowaniu i urządzaniu wnętrz. Jej ulubionym tematem są nowoczesne sposoby na wystrój wnętrz.

Udostępnij